top of page

Seul, 15 września 2023 roku

  • Zdjęcie autora: Katarzyna Skręt
    Katarzyna Skręt
  • 8 kwi
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 13 kwi


Dziś wyruszyłam na poszukiwanie ciszy.


Seulu uczę się intuicyjnie, chodząc trochę w konkretnym kierunku, a trochę bez celu. Dziś rano poszłam zanieść ubrania do pralni, ale oczywiście nawet z mapą moje małe sąsiedztwo mnie przerosło. Po drodze znalazłam jednak kameralne miejsce reklamujące się jako „brunch all day”, gdzie zjadłam ciepłą kanapkę z kurczakiem, serem, jajkiem i pomidorem (!), i wypiłam herbatę rumiankową (!!). Po tygodniu zauważyłam u siebie niezdrową ekscytację pieczywem. Do śniadania (bo tym dla mnie było) dostałam również plastikowe rękawiczki. Koreańczycy nie lubią sobie brudzić rąk. I choć z tyłu głowy miałam wirujący plastik, to i tak skorzystałam. Około godziny 11 byłam tam tylko ja i dwie inne osoby, po rozmowie wywnioskowałam, że z Polski. Nie nasłuchuję specjalnie ojczystego, ale trudno, żeby nie wpadł mi w ucho.


Później wyruszyłam do Insadong, dzielnicy znanej z rękodzieła i herbaciarni. I właśnie tam postanowiłam spędzić popołudnie – z książką przy herbacie. Główna ulica, w piątek po godzinie 12, okazała się przepełniona ludźmi. Dopiero tutaj zobaczyłam więcej turystów. Ogrom sklepów z pamiątkami i tradycyjnym rzemiosłem (ceramiką, papierem, pędzlami, ubraniami) trochę mnie przytłoczył, więc postanowiłam znaleźć tę jedną, jedyną wymarzoną herbaciarnię, co wcale nie było takie łatwe. W końcu ujrzałam szyld, ale naszło mnie zwątpienie. Czy aby na pewno mój koreański to udźwignie? A jednak to tam odnalazłam trochę spokoju. I nawet przeczytałam parę stron, choć skupiłam się na piciu herbaty z chryzantemy (국화차) oraz jedzeniu patbingsu (팥빙수) – deseru z lodem i słodką czerwoną fasolą. Na stole leżał pamiętnik, więc zostawiłam po sobie ślad. I choć później chciałam iść do Bukchon Hanok Village (북촌한옥마을), to jak można wywnioskować z poprzednich wypraw – prawie mi się udało.


Trafiłam jednak do miejsca, do którego wcześniej mi się nie udało (tak właśnie działa moja osobista pętla czasoprzestrzenna). W Songhyeon Green Plaza (열린송현 녹지광장) doświadczyłam instalacji powstałych w ramach Seoul Biennale of Architecture and Urbanism (SBAU). Jedno skrzyżowanie dzieli Insadong od swego rodzaju oazy w centrum miasta. Już wspominałam, że Koreańczycy lubią być blisko ze sztuką, ale jeszcze bliżej z naturą. Ze Sky Pavilion (하늘소), 12-metrowej konstrukcji, można oglądać Seul z innej perspektywy. Aby wejść w instalację, należy ściągnąć buty. Będąc bliżej ziemi, paradoksalnie zbliżamy się do nieba. Pomiędzy hałdami a powiewającą tkaniną jest miejsce na kontemplację przyrody. Inwangsan (인왕산) i Bugaksan (북악산), a także strzeliste góry z metalu i szkła – taki widok roztacza się z Podniebnego Pawilonu.


Tutaj można złapać oddech. Wystarczy tylko wyjść poza niewidoczną bramę, by ponownie wcisnąć się w zatłoczony krwiobieg. Zgubić się mimo mapy, zedrzeć podeszwy na kręceniu się w kółko, patrzeć, jak drzwi metra się nie domykają od nadmiaru pasażerów. Ludzie wpatrzeni w telefony, zasłuchani w swoich myślach, trzymający pion, byle do następnej stacji. Patrzę w ciemną materię tunelu i powoli zaczynam rozumieć.


Cisza to waluta, na której wymianę mnie nie stać.




Komentarze


  • Instagram

Grafiki użyte na stronie główej:

회소식을 부르는 그림, 호작도 (Bearer of good news, Hojakdo), minhwa, autor nieznany, reprodukcja na pocztówce

​국화 (Chrysanthemum), tusz i jasny kolor na jedwabiu, dynastia Joseon, Shin Myeongyeon (1809-1886), National Museum of Korea, reprodukcja na pocztówce

Obrazy i słowa na tej stronie mają swoje źródło – w większości w moim archiwum, chyba że zaznaczono inaczej. Uszanuj je i nie kopiuj bez zgody.

Sroka siedząca na tradycyjnym koreańskim naczyniu przypominającym kształtem księżyc w pełni, które ma wzór tygrysich pasków

 

© 2026 by Sroka i tygrys. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

bottom of page