Seul, 21 kwietnia 2025 roku
- Katarzyna Skręt

- 5.05
- 1 minut(y) czytania

Huam-dong.
Dopóki nie dotarłam tu cała mokra od potu (dziś było słonecznie, wilgotno, 24 stopnie) i nie weszłam na dach domu, w którym zamieszkamy na trzy tygodnie, nie byłam pewna, czy rzeczywiście tu wróciłam. Po osiemnastu miesiącach wracam tu trochę jak do siebie, ale też z lekkim uściskiem w żołądku – czy rzeczywiście pasuję do tego miejsca, czy ono coś we mnie zmieniło, czy ten powrót nadpisze wspomnienia, a może je pogłębi? Dołoży kolejnych warstw, tak jak ceglane wille w Huam-dong nachodzą na siebie, na zakładkę, jeden dom przechodzi w drugi, dzielą się arteriami, tworząc uliczki pełne pięknych kawiarni, salonów fryzjerskich, miejsc, w których możesz pić kawę, słuchając muzyki z gramofonu, małych ogródków, zdobionych wazonów z kwiatami, które już wrosły się w porcelanę – kolejny korzeń wyznacza subtelne pęknięcie.
Autobus, który zatrzymał się mimo ilości bagażu, który chciałyśmy tam wpakować. Starszy pan, który zadał pytanie, skąd jesteśmy, a następnie podzielił się fragmentem swojej opowieści. Pani z CU (sklep całodobowy), która z serdecznością nas przywitała. Rada zarządzająca rondem w Huam-dong – twór jeszcze przeze mnie niezbadany.
To miejsce pełne kościołów – czegoś, czego niemal nie doświadczyłam podczas pierwszej podróży. Jak również takiego widoku na wieżę na górze Namsan, jakiego nigdy bym się nie spodziewała.
To zupełnie inna podróż, na innych warunkach, nie tylko dla samej siebie. Jednak leżąc w łóżku i wsłuchując się w odgłosy sąsiedztwa, zaczyna powoli do mnie docierać, że znowu mogę tu być. I na dziś nic więcej mi nie potrzeba.



























Komentarze