Lee Sedol to bohater tragiczny – rozmowa z Natalią Korczakowską o spektaklu „AlphaGo_Lee. Teoria poświęcenia”

12 lutego 2026 roku w STUDIO teatrgalerii w Warszawie obejrzałam spektakl „AlphaGo_Lee. Teoria poświęcenia”. Widzowie usadzeni po obu stronach sceny oglądali przedstawienie z dwóch perspektyw: uprzywilejowanej oraz tej, która skazana jest na niedogodności. Teatr w teatrze, gdyż spektakl jest rekonstrukcją innego medialnego spektaklu, który w 2016 roku odgrywał się w Seulu na oczach całego świata, gdy mistrz gry w Go (baduk), Lee Sedol, zasiadł przed planszą, a jego przeciwnikiem była sztuczna inteligencja. Rozmawiam z Natalią Korczakowską, autorką sztuki i reżyserką spektaklu, a także dyrektorką artystyczną STUDIO teatrgalerii w Warszawie o pracy nad spektaklem, o szansach i zagrożeniach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji oraz o teorii poświęcenia.

Spektakl „AlphaGo_Lee. Teoria poświęcenia” w Pani reżyserii miał premierę 27 września 2025 roku w STUDIO teatrgalerii w Warszawie, a 9 maja 2026 roku otworzył Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych (BIPAF) w Busanie. Chciałam porozmawiać z Panią o procesie powstawania spektaklu, o przeprowadzonym researchu, o wizytach w Japonii i Korei, w instytucjach związanych ze sztuką Go, ale też o procesie adaptacji historii koreańskiej na grunt polski, jak również o próbie przeniesienia tego niesamowitego pojedynku, włącznie z przestrzenią hotelu Four Seasons w Seulu, w którym odbywał się w 2016 roku. Podwójna widownia nie jest niczym nowym w teatrze, natomiast tutaj mam wrażenie, że odgrywa ona kluczową rolę. Proszę zacząć od procesu powstawania spektaklu.
Szukałam perspektywy, z której mogłabym się przyjrzeć zjawisku sztucznej inteligencji, bo fascynuje mnie ono, jak większość ludzi, i budzi niepokój – że może być ona wykorzystana do budowania systemów kontroli, które mogą odebrać ludziom wolność ekspresji – z czego ja żyję, mówiąc w największym skrócie.
Szukałam również książek na ten temat. Znalazłam „Maniaka” Benjamina Labatuta, w którym opisano historię SI od czasów przed II wojną światową, od pierwszych natchnionych wizji Johna von Neumanna, który po wojnie współtworzył bombę atomową. Ostatnia część książki jest poświęcona meczowi Lee Sedola z programem, z odniesieniem wprost do filmu dokumentalnego „AlphaGo”, który powstał na zamówienie Google DeepMind. Film jest przepiękny i jest dostępny w wolnym dostępie na YouTubie.
Dostrzegłam w tym filmie coś, co bardzo mnie interesuje od lat – też w kontekście lęków, o których mówiłam, związanych z kontrolą i społeczeństwem spektaklu, jakie tworzymy – że ten kultowy już mecz, był formą symbolicznej egzekucji publicznej. Oglądało go ponad 200 milionów ludzi na całym świecie. Lee Sedola nie uprzedzono o skali rozwoju programu, a jednocześnie reguły zakładały, że mimo że przegrał trzy gry z pięciu, musi grać do końca. Walcząc właściwie już tylko o zachowanie twarzy. To był szok dla wszystkich, ponieważ przewidywano, że AI może pokonać mistrza Go najwcześniej za 10 lat.
Zrozumienie precyzyjnej struktury i organizacji tego PR-owego eventu przyszło stopniowo. Przełomem była moja podróż do Seulu i wizyta w hotelu Four Seasons. Rozmowy ze świadkami tego wydarzenia uświadomiły mi, że był to dopracowany w każdym szczególe spektakl. Potwierdzenie tej intuicji znalazłam później w książce Parmy Olson „Supremacja”. Autorka opisuje tam między innymi kulisy przejęcia DeepMind przez Google.
Larry’emu Page’owi, współzałożycielowi Google, zależało na tym, żeby wrócić na chiński rynek. W tym czasie połowa ludzi w Chinach nie była jeszcze w Internecie, więc była to potencjalna żyła złota. Demis Hassabis zaprojektował spektakl medialny, który pozwolił Google DeepMind zdominować rynek AI na lata – w dużej mierze kosztem koreańskiego mistrza i kosztem tej liczącej tysiące lat azjatyckiej gry.
Podróże do Azji, Nowego Jorku i Londynu pozwoliły mi na oryginalną perspektywę na ten mecz, kultowy dla środowisk zafascynowanych AI. To wtedy te programy zaczęły się uczyć same; stały się autonomiczne.
fot. Natalia Kabanow
Udało mi się między innymi wejść do DeepMind, bo okazało się, że oni akurat testują podobne narzędzie do pisania sztuk i scenariuszy. Można powiedzieć, że zostałam postawiona w podobnej sytuacji do profesjonalnych graczy Go testujących kolejne wersje programu AlphaGo.
Udało mi się też namówić do współpracy Marca Da Costę, artystę multimedialnego związanego z Onassis ONX Studio w Nowym Jorku. Myślę, że szeroko pojęta sztuka cyfrowa może mieć ciekawe zastosowanie w teatrze. Jako dyrektorka artystyczna STUDIO teatrgalerii szukam nowych narzędzi, które mogą pomóc rozwijać język teatru i go aktualizować.
Nasze spotkanie było kluczowe dla rozwoju tego spektaklu. Jest wiele pięknych historii związanych z procesem jego powstawania. Na przykład, dużym problemem okazało się znalezienie odpowiedniego aktora do roli Lee Sedola. Casting na tę rolę ogłosiliśmy w Korei i w Stanach Zjednoczonych. Spłynęła do nas masa zgłoszeń. Ostatecznie Travis Preston z California Institute of the Arts znalazł w San Francisco koreańską aktorkę Cat Kim, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Cat nauczyła się gier Lee „by heart” i w spektaklu gra je z pamięci.
W Seulu poznałam profesora KAIST Chihyunga Jeona, który również bardzo mi pomógł. To od niego wiem, że pokój gry był zamknięty dla regularnej widowni i pilnowany przez strażników. Dlatego w spektaklu obsadziłam dwie widownie. Ludzie, którzy siedzą na scenie w pozycji VIP, oglądają grę na żywo. A ci, którzy stanowią resztę społeczeństwa i siedzą na głównej widowni, dużą część spektaklu widzą na ekranach z relacją angielskiej i koreańskiej komentatorki.
Ten podział na „gorszą” i „lepszą” widownię… Ja miałam miejsce na tej, powiedzmy, lepszej widowni, więc też odbierałam spektakl zupełnie inaczej. Patrzyłam na to przez pryzmat tego, że widzę drugą widownię. I oni też nas widzieli.
O to właśnie chodziło. Ten spektakl jest również o podziale społecznym, bo technologie pogłębiają rozwarstwienie społeczne. I jest to bardzo niepokojące. Zostają najbogatsi, ci, którzy są w VIP roomie, i reszta nazywana czasem w Dolinie Krzemowej „masą biologiczną”. SI niszczy klasę średnią. To jest w tej chwili największe, moim zdaniem, niebezpieczeństwo związane z jej przyspieszonym rozwojem.
To niesie ze sobą różnego rodzaju szanse, ale też duże niebezpieczeństwa. Sztuczna inteligencja to coraz bardziej popularne i powszechne narzędzie również w Korei. Wystarczy usiąść w metrze obok kogoś i zerknąć przez ramię, żeby zobaczyć, że rozmawia z ChatGPT. W Korei brakuje krytycznego podejścia do AI, stąd moje pytanie. Czy będąc w Korei zauważyła Pani różnice pomiędzy stosunkiem Koreańczyków do sztucznej inteligencji, a tym jakie podejście mają do niej Polacy? AI widać tam również w codziennych sytuacjach, w reklamie, w kulturze, w turystyce.
Koreańczycy są bardzo iTechowi, dużo bardziej niż my. Tam prawie wszystko jest elektroniczne, co widać choćby na lotniskach, i jest im z tym, chyba, ogólnie wygodnie. Przynajmniej w tych kręgach, w których miałam możliwość się poruszać. Wystarczy spojrzeć na to, jak karnie społeczeństwo zachowało się podczas lockdownów związanych z pandemią. Chciałabym powiedzieć, że na Zachodzie sprzeciw wobec wszechobecnej kontroli i dyscypliny narzucanej przez biurokratów wyposażonych w najnowszą technologię jest mocniejszy, ale w sumie wydarzenia ostatnich lat wskazują na coś innego.
fot. Natalia Kabanow
Zrobiła Pani spektakl o AI przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, co widać po scenografii oraz wszechobecności kamer i ekranów. Dla mnie jednak to nie była opowieść wyłącznie o technologii, lecz o czymś pierwotnie ludzkim. O uczuciu, które jest bliskie wszystkim, bez względu na to, z jakiej kultury pochodzimy czy z jakim krajem się utożsamiamy. O silnych emocjach, takich jak rozczarowanie, poczucie klęski lub słabości. I to są uczucia, które w Korei rezonują na zupełnie innych rejestrach. O wiele wyższych i inaczej odbieranych publicznie. Lee Sedol przeprosił publicznie po przegranym meczu, co jest bardzo powszechnym gestem w Korei. To też spektakl o władzy widzianej z dwóch perspektyw. Osób, które mają dostęp do władzy, ale też tych, które muszą się jej podporządkować.
Sztuczna inteligencja to był wyłącznie punkt wyjścia. To jest historia o ludziach, których to zjawisko w jakiś sposób obnaża. Teatr jest zawsze o człowieku, bo człowiek ma wymiar tragiczny – AI go nie ma. Dlatego mnie jako autorkę dramatów i reżyserkę zawsze bardziej będzie interesować człowiek.
Jak się Pani pracowało na styku tego, o czym właśnie Pani opowiedziała? Z ludzkimi historiami, emocjami. Jak wyglądała praca z aktorami, którzy musieli być na scenie, kreując emocje swoich postaci, a jednocześnie byli osaczeni przez technologię? Trudno mi sobie wyobrazić, jak intensywna była to praca.
Było to bardzo intensywne. Wszyscy, którzy brali udział w tym spektaklu, pracowali z niesamowitą pasją. Udało nam się stworzyć postaci „z krwi i kości”, a także ALPHAUMANS, cyfrowych ludzi z przyszłości, którzy rekonstruują ten mecz na scenie. Na szczęście mam bardzo odważny zespół. Dla Daniela Dobosza rola Demisa Hassabisa, w moim odczuciu, była ryzykowna. On tego chyba tak do końca nie traktował. Ja się obawiałam, że oczekiwania wobec tej postaci będą bardzo wysokie. Jednak nawet goście z DeepMind powiedzieli, że to bardzo ciekawa interpretacja tej postaci. To znaczy, że nam się to udało. Maja Pankiewicz miała trochę łatwiej, bo grała wymyśloną postać. Największy stres i odpowiedzialność spoczywały na Cat Kim, która mierzyła się z koreańskim symbolem narodowym. To zawsze jest bardzo trudne. Istnieje szansa, że ludzie będą rozliczać kreowaną postać na podstawie własnych wyobrażeń.

Ale na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Performatywnych w Busanie dostaliśmy wyłącznie pozytywny feedback. Ludzie reagowali bardzo emocjonalnie, co nie jest takie oczywiste w społeczeństwie koreańskim. Mówili, że udało nam się pokazać tę postać z zupełnie nowej perspektywy.
Takie opinie dostałam bezpośrednio od Koreańczyków ze środowiska filmowo-teatralnego. Dla mnie to była niesamowita satysfakcja, coś więcej niż tylko pokazanie spektaklu na prestiżowym festiwalu. To, że Koreańczycy przyjęli je tak dobrze, że okazali nam wdzięczność. Myśleli, że to lokalny folklor, a okazało się, że to grecka tragedia, według słów jednego z lokalnych krytyków.
To w trakcie tego meczu sztuczna inteligencja zaczęła sama się uczyć. Ruch AlphaGo w drugiej grze, którego nikt na początku nie mógł zrozumieć, przeniósł nas z epoki „Antropocenu” do epoki „Novacenu”, w której ma nas zdominować sztuczna inteligencja. Na początku wszyscy myśleli, że to błąd… To przypomina rytuał religijny, jak narodziny Chrystusa. Oczywiście nie dosłownie. I teraz musimy oddać sztucznej inteligencji pierwszeństwo, bo w tym meczu, w tym momencie, udowodniła, że jest w stanie przewyższyć ludzkość. Powinniśmy zaufać technologicznym gigantom, takim jak Google DeepMind, że przeprowadzą nas przez tę przemianę bezpiecznie. Genialny PR-owy zabieg. Ale kiedy Lee Sedol wygrywa czwartą grę równie wyjątkowym ruchem, na świecie wybucha radość. Okazuje się, że człowiek jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Chociaż według reguł meczu jest już przegrany. Lee schodzi na dno swojej rozpaczy i upokorzenia, ale po rozmowie z córką wraca do gry, traktując ją znów jak formę zabawy.
Chciałam zapytać o podtytuł: „teorię poświęcenia”. Oglądając spektakl, czułam determinację tych postaci, że tam jednak jest poświęcenie. I to nie tylko w postaci Lee Sedola. Inne postaci również wiele poświęciły. Kto, w Pani opinii, poświęcił najwięcej? I co Pani poświęciła, aby stworzyć ten spektakl?
Kiedy trafiłam do London Go Center, poszłam na wykład koreańskiego profesjonalnego gracza pt. „Mechanizm poświęcenia w Joseki” („The Mechanism of Sacrifice in Joseki”). Joseki to mała bitwa w dużej wojnie na planszy Go. Ten mechanizm polega na tym, że czasem warto poświęcić swoje kamienie w ramach małej bitwy w jakiejś części planszy, żeby wygrać wojnę, zbudować gdzie indziej swoją przewagę. Ta historia, w mojej interpretacji, jest o poświęceniu gracza, który reprezentuje ludzkość w politycznych celach, o poświęceniu tej gry, starożytnej formy sztuki, która, według słów samego Lee Sedola, została przez AlphaGo zniszczona. Dziesięć lat po przegranej w wykładzie na Narodowym Uniwersytecie Seulskim podał ten fakt jako powód, dla którego zrezygnował z profesjonalnej kariery. Do tej pory gracze współtworzyli na planszy dzieło sztuki, a teraz uczą się pierwszych pięćdziesięciu ruchów od sztucznej inteligencji i odgrywają je z pamięci. W związku z tym nie ma już aktu twórczego, tylko całkowita automatyzacja gry.
A co ja poświęciłam? Dużo czasu. Ale doceniam każdy moment. Poświęciłam swoją starą perspektywę i stare wyobrażenia na temat świata. Jestem teraz kimś innym. Zdobyłam doświadczenie, wiedzę i rozsypanych po świecie przyjaciół z poza mojej dotychczasowej bańki. W związku z tym muszę też wiele rzeczy odpuścić, bo nie mieszczę się już w to „stare”.
Podczas pobytu w Korei odwiedziła Pani wyłącznie miejsca związane z Go, z przygotowaniem spektaklu, takie jak kultowy park Tapgol? Czy miała też Pani szansę być „tu i teraz”, by chłonąć atmosferę Seulu?
Tak, oczywiście, uwielbiam włóczyć się po tym mieście. Miałam wspaniałych przewodników. Bardzo lubię kulturę koreańską, szczególnie ich kuchnię. W spektaklu postać Asystentki Lee gra profesjonalna koreańska kucharka, która chciała w Warszawie zostać aktorką. A ja akurat szukałam koreańskich performerów i ona się zgłosiła. Nie miała żadnego doświadczenia, a gra jedną z głównych ról i radzi sobie fantastycznie. To dało mi satysfakcję, że udało mi się pozytywnie wpłynąć na jej życie i wykształcić aktorkę od zera.

Czy mówimy o Ji Yoon Kang?
Tak.
Niesamowita rola. Dla mnie to jeden z filarów tego spektaklu.
Ta postać reprezentuje grupę ludzi, którym SI ma odebrać pracę, która zostanie poświęcona. Uświadamia to sobie, kiedy Demis prosi ją o dostarczenie do pokoju Lee, po jego trzeciej przegranej, butelki szampana, którego kieliszek jest warty więcej niż ona kiedykolwiek zarobi. To tragiczna postać.
Mówiła Pani też o jedzeniu. Trochę odbiegnę od tematu, ale jestem ciekawa, co Pani najbardziej smakowało albo co najbardziej Panią zaskoczyło w kuchni koreańskiej?
Jestem uzależniona od kimchi. Do tego stopnia, że to jest dodatek do każdego mojego posiłku. Uwielbiam grill koreański. To moja ulubiona forma spędzania czasu z ludźmi przy jedzeniu.
Kluczowe jest tutaj spędzanie czasu: na jedzeniu, rozmowach, piciu alkoholu – to może trwać przez godziny. W ten sposób buduje się relacje.
Dla mnie ciekawe jest również to, że zawsze, jak ktoś występuje tam publicznie, to pierwsze, co robi, to kłania się widzom. Ten ukłon jest formą okazania szacunku. I chyba to najbardziej mnie fascynuje w tej kulturze, bo na Zachodzie, a w Polsce szczególnie, jest trochę tak, jak kiedyś powiedział Witkacy: jedną z najczęstszych emocji, jakie Polak okazuje Polakowi, jest pogarda*. Może brak nam odpowiednich rytuałów.
Tak, szacunek jest widoczny w codziennych sytuacjach. Ten odruch po dłuższym pobycie w Korei wchodzi w krew. W społeczeństwie, które jest w ciągłym pośpiechu, nadal istnieją uważność i szacunek dla drugiego człowieka. Często, np. wychodząc ze sklepu całodobowego, zamiast „do widzenia” często mówi się „sugohaseyo (수고하세요)”, co można przetłumaczyć jako „powodzenia w dalszej pracy”, aby docenić wysiłek tej osoby jednym małym sformułowaniem.
Wykonanie takiego gestu sprawia, że ten szacunek okazujesz automatycznie… Nie myślisz o tym, a wchodzi ci to „w krew”.
Mówiła Pani już o Lee Sedolu jako o micie, o postaci kultowej. Chciałam zapytać, kim jest on dla Pani. Czy właśnie pełnym pasji człowiekiem, który poświęcił całe życie na naukę tej sztuki i jej popularyzację? Czy jest alegorią czegoś wyższego? Czy może czymś pomiędzy?
Dla mnie jest to bohater tragiczny, czyli podstawa teatru. I tak jak bohater greckiej tragedii, on też reprezentuje całą ludzkość w tym pojedynku.
Jego też na początku charakteryzuje pycha. To klasyczna sytuacja wyjściowa dla greckiego bohatera. Potem następuje rozpoznanie i upadek. Lee nie traci twarzy; walczy do końca. Wytrzymuje niewyobrażalną presję reprezentowania całej ludzkości przed 200 milionami widzów na całym świecie w symbolicznej grze, w której stawką jest nasza przyszłość i „dusza”. Potrzebujemy dziś takich bohaterów. Nie potrzebujemy już więcej ofiar. Ludzkość potrzebuje bohaterów, którzy będą w stanie zachować twarz w zderzeniu ze sztuczną inteligencją oraz kryjącym się za nią przemysłem finansowym, technologicznym i zbrojeniowym. Tak jak Dawid z Goliatem.
Martwię się, że może być tak samo z innymi formami sztuki. Nie tylko z Go.
fot. Natalia Kabanow
Z drugiej strony nie ma czegoś takiego jak teatr bez technologii. Nigdy nie było. Amfiteatr to niesamowicie akustyczne i skomplikowane technologicznie narzędzie. A tak zwany „efekt obcości”, który pozwala aktorom na dystans do tworzonej postaci i, co za tym idzie, krytyczny, twórczy stosunek do przedstawianej rzeczywistości, Bertolt Brecht wymyślił pod wpływem wprowadzenia elektryczności do teatru. I teraz pytanie: czy sztuczna inteligencja ma podobny potencjał otwarcia nam oczu, czy wręcz przeciwnie, zepchnie nas z powrotem do jaskini Platona? Sztuka jest żywa, ale tak jak giną gatunki w przyrodzie, tak może będą musiały wymierać gatunki sztuki przy tego typu rewolucji. Dopóki człowiek będzie miał w sobie potrzebę tworzenia, dopóki nie pozwoli się podłączyć pod algorytm na 24 godziny na dobę, będzie dobrze.
Na koniec chciałam zapytać, co zafascynowało Panią w Korei. Konkretna obserwacja, widok, zapach, smak? A może jakieś wspomnienie, powidok czegoś znanego, a jednak trochę innego.
To jest inny świat. Busan to przepiękne miasto. Wspaniała natura. Ale mam jeszcze jedną obserwację – przejścia dla pieszych. Mój hotel znajdował się 20 minut piechotą od Busan Cinema Center, w którym pokazywaliśmy spektakl, ale czasem dojście tam zajmowało 35 minut. Bardzo długo się czeka na zmiany światła. W takich sytuacjach, na dłuższą metę, brakuje mi cierpliwości.
To bardzo ciekawa obserwacja. Dziękuję za rozmowę.
* Natalia Korczakowska parafrazuje słowa Stanisława Ignacego Witkiewicza z „Niemytych dusz”: „Twierdzę, że zasadniczym stosunkiem Polaka do Polaka jest wzajemna pogarda (...)”.
Rozmowa przeprowadzona 25 czerwca 2026 roku w STUDIO teatrgalerii w Warszawie.

Komentarze