top of page

Emocje wielokrotnie złożone – o spektaklu „Cuckoo” Jaha Koo

  • Zdjęcie autora: Katarzyna Skręt
    Katarzyna Skręt
  • 1 maj
  • 7 minut(y) czytania

Trigger warning: samobójstwo


Tak po prawdzie o Jaha Koo dowiedziałam się rok temu, gdy Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie ogłosił, że odbędą się pokazy jego spektaklu „Haribo Kimchi”. Zainteresowało mnie w tym wszystko, a szczególnie połączenie tych dwóch słów w jeden tytuł. Niestety, nie było mi dane tego doświadczyć, ponieważ w tym czasie byłam już w Korei. Los uśmiechnął się do mnie w tym roku, gdyż Jaha Koo ponownie zawitał do Krakowa, tym razem ze spektaklem „Cuckoo”, pokazując go na Postscriptum Festiwalu Boska Komedia. 


Tym razem bez wahania postanowiłam jechać do Krakowa i to było najlepsze, co mogłam zrobić. Owszem, opis spektaklu był zachęcający. Kiedy ktoś obiecuje ci, że na scenie zobaczysz gadające ryżowary, a wszystko dotyczy kryzysu gospodarczego i samotności koreańskiego społeczeństwa, oczywiste jest, że trzeba to zobaczyć. Jechałam tam bez żadnych oczekiwań, wiedząc wyłącznie podstawowe rzeczy: że Jaha Koo jest twórcą teatralnym, kompozytorem i artystą multimedialnym, że pracuje poza Koreą oraz że w tym roku został laureatem prestiżowej Ibsen Award, nazywanej „teatralnym Noblem”. Jednak dla mnie w teatrze – jak i w literaturze – ważna jest opowieść. I właśnie nią podzielił się z nami artysta. 


fot. Radovan Dranga
fot. Radovan Dranga
fot. Radovan Dranga
fot. Radovan Dranga

Najsilniejszą stroną spektaklu „Cuckoo” jest dramaturgia. Widzę ją nie tylko jako świetne przełożenie tekstu na realia sceny, ale proces harmonijnego planowania całości – mapowania historii. Tutaj wszystko było na swoim miejscu i działo się we właściwym czasie. Pewnie dlatego, że Jaha Koo panował nad najważniejszymi elementami, ale nie zawsze teatr jednego aktora zależy wyłącznie od niego. Choć nie, nie mogę „Cuckoo” nazwać monodramem, ponieważ na scenie znajdowały się cztery osoby aktorskie (łatwiej mi dopasować osoby do gatunku [ludzki, nie-ludzki] niż do płci). Na scenie równorzędne role grają Hana, Duri i Seri – ryżowary mające własne opinie na tematy ekonomiczne, polityczne i społeczne. Właściwie to Duri i Seri wdają się w gorące dysputy, a Hana „tylko” gotuje ryż. Jaha Koo daje im jednak przestrzeń do zaistnienia i robią to błyskotliwie, praktycznie nie ruszając się ze stołu ustawionego na środku sceny. Właśnie, przestrzeń jest całkowicie pusta, nie włączając stołu oraz dużego ekranu, na którym wyświetlane są obrazy przybliżające nam najnowszą historię Korei Południowej, a przede wszystkim „zrywów narodowych”. Historie Polski i Korei są sobie bliskie, wielokrotnie znajdowaliśmy się w podobnych sytuacjach geopolitycznych, rozumiemy, co znaczy walczyć o wolność własnymi rękami. Przyglądamy się, jak ludzie wychodzą na ulice, skandują unisono, akcja się zagęszcza, pojawia się ogień i dym, policja rozgania tłum, ludzka masa napiera, idzie po swoje. Pierwszy upadek. Pierwsza łza – moja. Przed oczami migają mi daty, ale jakbym oglądała ciągle jedną i tę samą scenę. W telewizji czy w innych mediach czasami widzimy koreańskie protesty. Największym echem ostatnio obiło się wprowadzenie krótkotrwałego stanu wojennego przez byłego już prezydenta. Zwykle takie zgromadzenia wyglądają bardzo pokojowo i symetrycznie – w tym sensie, że pięknie wychodzą na zdjęciach. Ludzie stoją lub siedzą w rzędach, ubrani w te same opaski, kamizelki, trzymają transparenty z podobnymi hasłami. Czasem jest to jedna osoba, a czasem tysiąc. I nagle ten kreowany przez media obraz załamuje się w sekundzie. Przemoc zastępuje porządek, ogień trawi ostatnie okrzyki. Jaha Koo tym wizualnym manifestem otwiera swój spektakl. Na ekranie pojawia się hasło „Society under pressure” – społeczeństwo pod presją. Ryżowar również gotuje „under pressure” – pod ciśnieniem. Wieloznaczność to rzadko wykorzystywana świadomie moc języka.


W „Cuckoo” teatr polityczny i społecznie zaangażowany łączy się z teatrem dokumentalnym i osobistą opowieścią. Artysta ostrożnie wprowadza nas w historię swojego wyjazdu z kraju oraz uczucia, które mu towarzyszyło – golibmuwon (고립무원). Nie da się tego słowa przełożyć jeden do jednego na język polski, jak to zwykle bywa z emocjami wielokrotnie złożonymi. Można o tym mówić jako o odczuwaniu głębokiej izolacji, bezradnej samotności, czyli uczucia tak obezwładniającego, że nie da się o nim opowiedzieć. Uczucia tak bliskiego wielu młodym Koreańczykom, ale myślę, że przekładalnego – niestety – także na inne narody i grupy wiekowe. Opowiada o przyjacielu, z którym nie zdążył się pożegnać przed wyjazdem i z którym nie dane było mu się ponownie spotkać. Czułam, jakby artysta otwierał dla nas drzwi dawno zamknięte, do pokoju wypełnionego całkowitą ciemnością. Wymagało to wiele odwagi i siły. Słuchając tego, z tyłu głowy ciągle miałam sceny z perfodramu „Boku”, który pokazałam kilkukrotnie pod koniec 2019 roku. Narrację oparłam na powieściach Harukiego Murakamiego, ale na scenie nie było nic poza taboretem, stołem, pudłem na rekwizyty i gramofonem. W „Cuckoo” scenografia, kostium i scena były czarne, w „Boku” – białe i w odcieniach szarości, ale ten mały pokój, który wykreowałam, był skąpany w ciemności. Te dwa spektakle łączy opowieść o zmarłym przyjacielu, braku pożegnania i uczucie golibmuwon. Wtedy nie znałam tego słowa, ale właśnie ono oddawało to, co czułam, tworząc „Boku” i to, co towarzyszyło mi jak cień na scenie. Czy to osobiste doświadczenie wpłynęło na odbiór „Cuckoo”? Z pewnością, ale czy właśnie nie wypadkowa naszych doświadczeń wpływa na odbiór sztuki? Czy w ogólnym sensie świata, który nas otacza?


Jaha Koo wprawną ręką odmierza równowagę między humorem a powagą, dzięki czemu spektakl płynie stabilnym rytmem. Projekcje wideo i muzyka nie są tłem, ale pełnoprawnymi elementami budującymi historię. Artysta pozwala nam wysłuchać utworu, który napisał dla zmarłego przyjaciela. Prywatne miesza się tutaj z publicznym na tyle płynnie, że czasem trudno odróżnić jedno od drugiego. Nie jest to zarzut. To tak jakby malarz gładkim ruchem rozprowadzał farbę po płótnie, a ona z każdym milimetrem nieznacznie zmieniała odcień. Patrząc z oddali, te wszystkie kolory łączą się w jedną spójną całość. 


fot. Wolf Silveri
fot. Wolf Silveri

fot. Radovan Dranga
fot. Radovan Dranga

Wróćmy do ryżowarów. Spektakl wziął swój tytuł od ich marki, czyli Cuckoo. To przedmiot pierwszej potrzeby w koreańskim domu. Niestrudzenie, dzień w dzień, gotuje ryż, podtrzymuje jego temperaturę, więc jeśli ugotujesz go rano i wrócisz wieczorem z pracy, to będzie na ciebie czekał. I do tego mówi. Właśnie ten moment, gdy ryżowar odezwał się do artysty, informując, że ryż jest gotowy i należy go przemieszać, wywołał uczucie golibmuwon. Mówił też głosem ojca: jadłeś już? Dwa słowa (kor. 밥 먹었어; czyt. bap mogosso) tak ważne dla wszystkich Koreańczyków, bo poza warstwą dosłowną kryją w sobie troskę o drugiego człowieka. „Jadłeś już?” oznacza „jak się masz? wszystko u ciebie w porządku?”. Służy również za zwykłe przywitanie. Ta wieloznaczność ma tutaj ogromne znaczenie. 


Duri i Seri wprowadzają element komiczny. Jaha Koo przysłuchuje się ich rozmowom, a nawet kłótniom, nie szczędzą słów – co do tego nie ma złudzeń. Dwa niezwykle bezpośrednie ryżowary. Ostatecznie tym „najgorszym”, najmniej rozgarniętym okazuje się Hana, czyli ta, która tylko przygotowuje ryż. Jednak to jej rola wydaje się ostatecznie kluczowa. Dlaczego ryżowary rozmawiają o kryzysie gospodarczym, który dotknął Koreę w 1997 roku, a jego konsekwencjami były nie tylko bankructwo tysięcy osób, ale też fala samobójstw i emigracji? Dlatego, że łatwiej jest zapośredniczyć tę opowieść, oddając ją w ręce (figuratywnie) postaci nie-ludzkich, ale nie tylko. Marka Cuckoo była symbolem ekonomicznego wzrostu. W tym wszystkim pojawiają się też postaci Gretchen Rubin, którą poznajemy jako osobę mówiącą o przeżywaniu szczęścia w bardzo idealistyczny, TED-talkowy sposób, jak również jej teścia – Roberta Rubina, sprawcę całego zamieszania. Rubin jest ekonomistą, politykiem i byłym sekretarzem skarbu USA w administracji Billa Clintona. To on brał udział w tworzeniu International Monetary Fund (IMF), dzięki któremu Seul otrzymał pakiet ratunkowy w postaci ponad 57 miliardów dolarów. Oczywiście taka pożyczka zawsze wiąże się z konsekwencjami, a zestawienie tych bliskich sobie ludzi nosi znamiona ironii. Na ekranie pojawia się prezenter telewizyjny, ten dzień – 3 grudnia 1997 roku – nazywa Narodowym Dniem Upokorzenia. Nawiązuje tym samym do faktycznego dnia upokorzenia, czyli 29 sierpnia 1910 roku. W ten dzień podpisano traktat aneksyjny, który zapoczątkował 35 lat rządów kolonialnych Japonii, czyli mówiąc wprost – okupacji. 


Jaha Koo opowiada również historię pracownika metra. Wzmożona fala samobójstw zmusiła władze do zastosowania prewencji w postaci oddzielenia torów od peronu. Nie wejdziesz do wagonu, zanim nie otworzą się szklane drzwi ustawione pomiędzy. A kiedy się zepsują, to taki pracownik ma ograniczoną ilość czasu, aby je naprawić. Jedne naprawione, trzeba biec do innych. Na inną stację, czas ucieka. Naprawione, biegnie dalej. Wchodzi w szczelinę pomiędzy, w tę obezwładniającą ciemność, ostatnie sekundy, już prawie mu się udaje. I zostaje tam na zawsze. Miał 19 lat i został pochłonięty. Stacja Guui w Seulu, 28 maja 2016 roku. 


Trailer spektaklu „Cuckoo”

Hana kończy gotowanie ryżu. Jaha Koo otwiera pokrywę, w ciemnej przestrzeni unosi się biała para. Przechodzimy przez skrót wydarzeń, jeszcze raz i jeszcze, niech wyryje się to w naszej pamięci. Muzyka przenika ciała. Artysta formuje z lepkiego ryżu trójkątne kimbapy, nie wypełnia ich niczym, ale układa w wieże, jednego na drugim. Pierwsza wieża upada, druga ciągle się trzyma. A my zostajemy sami z uczuciem golibmuwon i zapachem ryżu wypełniającym scenę. Ja jeszcze długo po spektaklu pozostaję w tej szczelinie pomiędzy ciemnym tunelem metra a przeszklonymi drzwiami chroniącymi przed upadkiem. Chociaż zapach świeżo ugotowanego ryżu daje nadzieję.



„Cuckoo”

pokazy: 24 i 25 kwietnia 2026 roku, Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie


Koncepcja, reżyseria, tekst, muzyka i wideo: Jaha Koo

Wykonanie: Hana, Duri, Seri & Jaha Koo

„Hakowanie” ryżowarów: Idella Craddock

Scenografia i wsparcie cyfrowe: Dries Douibi

Technika: Korneel Coessens, Jan Berkmans, Bart Huybrechts (oraz Wim Clapdorp)

Produkcja: Kunstenwerkplaats Pianofabriek

Producent wykonawczy: CAMPO

Koprodukcja: Bâtard Festival

Wsparcie: CAMPO, STUK, BUDA, DAS, SFAC & Noorderzon/Grand Theatre przy wsparciu Wspólnoty Flamandzkiej


1 kwietnia 2025 roku Rząd Metropolitalny Seulu uruchomił całodobową linię telefoniczną „Goodbye Loneliness 120”, która w ciągu sześciu tygodni przekroczyła swój cel roczny. Tak wielkie jest zapotrzebowanie, aby dzielić się z innymi swoimi obawami, lękami, niepokojem. Na ulicach można zobaczyć plakaty z uroczymi owocami – koreańskim melonem chamoe (참외, czyt. czamłe), arbuzem (수박, czyt. subak) i bakłażanem (가지, czyt. kadzi) – informujące o tym, w jaki sposób można się zwrócić o pomoc. Owoców użyto w formie gry słownej, gdzie przy każdym widnieje inny slogan: „Kiedy czujesz się samotny, nie przeżywaj zmartwień sam. Rozwiąż je z Seoul Without Loneliness”, „Przyjdź tutaj, jeśli czujesz się samotny”, „Dobrze jest porozmawiać, kiedy czujesz się samotny”. W języku koreańskim nazwy owoców pojawiają się jako homonimy, ale też jako rozbite sylaby – wchodzą w skład innego słowa, ale czytane razem brzmią jak melon, arbuz i bakłażan. Nie wprost, ale zapraszająco. W wielu różnych miejscach, chociażby na balustradach mostów, można znaleźć słowa otuchy, potwierdzenie, że nie jest się samemu.


Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, potrzebujesz rozmowy lub wsparcia, zadzwoń pod bezpłatne i całodobowe numery:


800 70 22 22 (Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym)

116 123 (Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych)

116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży

22 484 88 04 – Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA


Więcej numerów kontaktowych znajdziesz tutaj.



Komentarze


  • Instagram

Grafiki użyte na stronie główej:

회소식을 부르는 그림, 호작도 (Bearer of good news, Hojakdo), minhwa, autor nieznany, reprodukcja na pocztówce

​국화 (Chrysanthemum), tusz i jasny kolor na jedwabiu, dynastia Joseon, Shin Myeongyeon (1809-1886), National Museum of Korea, reprodukcja na pocztówce

Obrazy i słowa na tej stronie mają swoje źródło – w większości w moim archiwum, chyba że zaznaczono inaczej. Uszanuj je i nie kopiuj bez zgody.

Sroka siedząca na tradycyjnym koreańskim naczyniu przypominającym kształtem księżyc w pełni, które ma wzór tygrysich pasków

 

© 2026 by Sroka i tygrys. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

bottom of page