top of page

Rozmowy z kwiatami – refleksje wokół książki „Rok wśród kwiatów” Kim Keum Hee

  • Zdjęcie autora: Katarzyna Skręt
    Katarzyna Skręt
  • 18 maj
  • 5 minut(y) czytania

Płakałam, czytając tę książkę. Nie ze smutku, ale dlatego, że widziałam w tych zapiskach siebie. Autorka często porusza metaforę lustra i myślę, że właśnie ona zadziałała na mnie najbardziej: jako na osobę piszącą i zajmującą się roślinami. Oczywiście nie jestem ogrodniczką, ale w swojej ośmioletniej historii zajmowania się roślinami miałam epizod dżungli i epizod pustyni. W momencie największego wzrostu mój pokój był przepełniony zielenią różnych gatunków, a w czasie gwałtownego upadku pożegnałam wiele roślin i ograniczyłam się do kilku, które jeszcze chciały ze mną żyć. 


Kiedy opuszczam dom na dłużej niż tydzień, zawsze towarzyszy mi lekki niepokój związany z kwiatami. Kto je podleje pod moją nieobecność? Mam oczywiście „wyznaczone” do tego zadania zaufane osoby, ale to zawsze wiąże się z ich czasem i dobrą wolą. Tym bardziej jestem wdzięczna, że mogę je im powierzyć. Teraz opuszczam dom na miesiąc. Kiedy pierwszy raz poleciałam do Korei, myślałam o moich roślinach codziennie: czy mają wystarczająco wody i światła, czy dotrwają do mojego powrotu? Chociaż nie chciałam wracać, wiedziałam, że muszę je zobaczyć. Nie wszystkie przetrwały i nie była to niczyja wina. Jak już wspomniałam – nie umiem profesjonalnie zajmować się roślinami. Czytam o nich i generalnie kieruję się intuicją oraz obserwacją. Książka Kim Keum Hee mi o tym przypomniała – to są żywe istoty, które przetrwają (lub nie) bez naszej ingerencji. W tym sensie można powiedzieć, że mają wolną wolę.


Moją pierwszą pełnoprawną rośliną, która była ze mną bodajże pięć lat i wydała na świat wiele kwiatów, ale i potomstwa, którym dzieliłam się z innymi, była zielistka Lulu. To było imię, które jej nadałam, a potem nazywałam rośliny imionami moich ulubionych postaci z koreańskich dram. Gyuri, Maeum, Bareum, Saebyeok... Kiedy odeszły, przestałam nadawać im imiona. Kim Keum Hee pisze o niebezpieczeństwie uzależniania emocji od roślin i myślę, że nadawanie im imion wiąże się z czymś podobnym – kiedy obdarowujesz nimi żywą istotę, jej odejście jest jeszcze boleśniejsze.



Każdy nowy liść przynosi mi małe szczęście. Uśmiecham się na jego widok i witam. Obecnie mam w domu trzy monstery i dwa zamiokulkasy, które moja mama uratowała ze śmietnika, a które ja przywiozłam do siebie (musiałyśmy je pozbawić całkowicie gałęzi, ponieważ były tak wielkie, że nie wniosłabym ich do pociągu). Po jakimś czasie wypuściły nowe pędy i rosną zdrowo. Mam też hoyę różową, którą zakurzoną zabrałam z klatki schodowej, z półki służącej za miejsce wymiany lub dzielenia się jedzeniem, rzeczami, a w tym przypadku i roślinami. Była ogromna i stwierdziłam, że wezmę ją ze sobą i wyczyszczę. Jeszcze jej nie przesadziłam, bo boję się, że zrobię jej krzywdę, ale nadal wypuszcza nowe pędy, więc raczej nie jest jej tam najgorzej. Postawiłam ją na drabinie, a i tak liście płożą się już po ziemi. Kiedyś nawet zakwitła, ale odkryłam to po powrocie, gdy uschnięte kwiaty leżały na parkiecie.


Moja mama zapytała mnie ostatnio, czemu mam tak mało kwiatów. Zdziwiła się, bo przecież do tej pory zajmowały całą długość pokoju. Nie wiem, czy chcę do tego wracać. Wiąże się to z odpowiedzialnością i troską, na które mnie w tym momencie nie stać. Może kiedyś. Moje obawy sięgają też innych hipotetycznych sytuacji: co, jeśli będę musiała opuścić to mieszkanie? A jeśli wyjadę z kraju? Myślę już o osobach, którym mogłabym przekazać moje rośliny. Absolutnie nie zostawię ich na pastwę losu. 


Najbardziej żal mi tych, które dostałam od bliskich osób, a których nie udało mi się utrzymać przy życiu. Sansewieria, która trafiła do mnie, gdy zgodziłam się być świadkową na ślubie przyjaciółki. Pieniążek przywieziony od kuzynki z drugiego krańca Polski. Trzykrotka, która tak mnie oczarowała w domu przyjaciółki, a w moim nie zadomowiła się na długo. 



Jeśli będziecie w Korei, a szczególnie w Seulu, to niedaleko znajduje się Ilsan, jedno z moich najukochańszych miejsc. Jest tam wielkie jezioro, w okolicy którego dwa razy do roku (na wiosnę i jesienią) odbywa się festiwal kwiatów. Udało mi się raz na niego trafić. Ilsan jest nazywany miastem kwiatów i nawet bez tej specjalnej okazji park wokół jeziora jest niesamowicie kwietny, można tam podziwiać m.in. róże rozmaitych gatunków.



O ilości roślin, które u mnie mieszkały, świadczy ilość „domków” ukrytych w szafce pod zlewem. Te kilkanaście doniczek przypomina mi o tych, których już nie ma. Kim Keum Hee pisze, że donice stanowią domy dla kwiatów, ale równie dobrze mogą być ich trumnami. Tam żyją, ale i tam umierają. A pustka o tym przypomina.


Jesień i wiosna to moje ulubione pory roku. Jesień, bo liście zmieniają kolory i mimo tego, że wiąże się to z powolnym odchodzeniem, jest niezwykle piękna. Wtedy również świętuję urodziny. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że wiosna również przynosi mi wiele radości. Na drzewach i krzewach pod oknem pojawiają się pierwsze pąki, forsycje wypuszczają żółte kwiaty, bieli się lilak. A przed żłobkiem korona drzewa dzieli się na dwa kolory: zielony i burgundowy. Ostatnio dowiedziałam się, że ta różnica w kolorze bierze się z podłoża, na którym zostało posadzone drzewo. Jego odmienność jest czymś, co przykuwa moją uwagę od ośmiu lat i dodaje mi otuchy. 


Często mówi się, że ktoś ma rękę do roślin. Ale czy ma się do nich serce? Moja mama kocha kwiaty, więc duży pokój w naszym starym mieszkaniu wyglądał niczym mały ogród botaniczny, dorastałam wśród zieleni. Z dziadziusiem spacerowaliśmy po lesie, zbieraliśmy liście i szyszki, a w atlasie roślin oglądaliśmy poszczególne gatunki. Swoje kwiaty zaczęłam przynosić do domu dopiero po 28. roku życia (co zbiegło się z rokiem przeprowadzki), a w pewnym momencie udało mi się stworzyć mały ogród, ale nie dorównywał on temu, który zapamiętałam z dzieciństwa. Wiele z nich pożegnałam właśnie z powodu mojej ręki. Serce natomiast bardzo to przeżyło. 


„Rok wśród kwiatów” nie jest książką wyłącznie o roślinach, a przynajmniej nie o ich hodowli. To dziennik, w którym życie autorki splata się z korzeniami jej roślin, wydając na świat zupełnie nowe pędy. Niepewność, odosobnienie, choroba, brak sił, zachwyt, zmienność pór roku, balkonowy ogród, pisanie jako źródło (nie)mocy. To wszystko składa się na harmonijne podłoże, w którym można posadzić nowe okazy. A każdy kamyczek układany na górze doniczki jest wspomnieniem lub myślą, które izolują nasze odkryte serca. Tak, aby ciepło nie uciekało.


***


To w sumie dobry moment, by podzielić się refleksjami po tej lekturze, gdyż już odeszli zimni ogrodnicy, a 15 maja odwiedziła nas Zimna Zośka. I zbliża się moment, że znowu zapragnę posadzić pomarańczowe aksamitki, z myślą o których kupiłam doniczki kilka lat temu. Tym razem może mi się uda. Nadszedł też dzień, że opuszczam swoje rośliny na miesiąc, co zawsze wiąże się dla mnie z dodatkowym niepokojem. Któregoś dnia postanowiłam zainwestować w nawadniacze. Działały one z różnym skutkiem, aż po niszczycielskiej fali, która dotknęła większość moich roślin, nawadniające kule trafiły w najdalszy kąt szafy. 


Od tego momentu straciłam trochę serce do roślin. Natomiast lektura książki Kim Keum Hee przypomniała mi, ile radości sprawia mi przebywanie wśród nich. Nawet jeśli nie nazwę się ogrodniczką, to jednak samo bycie/życie z nimi w jednym pomieszczeniu przynosi mi ukojenie. 


Drzewo rosnące przed oknami moich rodziców, prawdopodobnie z grupy wierzb.
Drzewo rosnące przed oknami moich rodziców, prawdopodobnie z grupy wierzb.

Kim Keum Hee (김금희)

„Rok wśród kwiatów”, tutuł oryginalny: 식물적 낙관

Przekład: Klaudia Szary

Wydawnictwo W.A.B

Warszawa 2025


Komentarze


  • Instagram

Grafiki użyte na stronie główej:

회소식을 부르는 그림, 호작도 (Bearer of good news, Hojakdo), minhwa, autor nieznany, reprodukcja na pocztówce

​국화 (Chrysanthemum), tusz i jasny kolor na jedwabiu, dynastia Joseon, Shin Myeongyeon (1809-1886), National Museum of Korea, reprodukcja na pocztówce

Obrazy i słowa na tej stronie mają swoje źródło – w większości w moim archiwum, chyba że zaznaczono inaczej. Uszanuj je i nie kopiuj bez zgody.

Sroka siedząca na tradycyjnym koreańskim naczyniu przypominającym kształtem księżyc w pełni, które ma wzór tygrysich pasków

 

© 2026 by Sroka i tygrys. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

bottom of page