Niedoskonała perfekcja
- Katarzyna Skręt

- 17 kwi
- 6 minut(y) czytania

Nie pamiętam, kiedy świadomie zaczęłam interesować się ceramiką. Kiedy poczułam, że picie herbaty z czarki smakuje inaczej niż ze szklanki bądź kubka, który jest ze mną od czasów studiów. A obiad je się lepiej z talerza niepasującego do absolutnie niczego, ale zabrałam go ze sobą, aby przypominał mi o domu. Czasami to nie jakość naczynia stanowi o jego wartości, ale piękno dostrzeżone w detalu, wspomnienie zapisane w zadrapaniu, to, że dobrze układa nam się w dłoniach. Albo po prostu – przynosi nam spokój, kiedy jesteśmy w tym samym miejscu. Współdzielimy je.
Pamiętam natomiast, kiedy pierwszy raz zobaczyłam moon jar. Naczynie swoim kształtem przywodzące na myśl księżyc w pełni. Przeglądając internet, trafiłam na zdjęcie Kim Namjoona, czyli RM z BTS, który pozuje, otaczając ramieniem wielki moon jar. Od pierwszego momentu urzekła mnie ta naturalna kompozycja. Artysta siedzi na podłodze w galerii bądź pracowni drugiego artysty, ale w kadrze nie widać twórcy ceramiki, ale jego dzieło. Pełnoprawną postać. Zdjęcie obiegło media i było szeroko komentowane. Kim Namjoon, poza byciem idolem i liderem legendarnego zespołu k-popowego, znany jest jako koneser sztuki i jej promotor.
![RM, lider zespołu BTS, pozuje z zakupionym moon jarem stworzonym przez artystę Kwon Dae-supa. Zdjęcie pochodzi z oficjalnego konta zespołu na Twitterze (obecnie X), 17 listopada 2019 roku [BTS TWITTER].](https://static.wixstatic.com/media/18b333_928dfb63198a403bb781411c7418ea3d~mv2.jpg/v1/fill/w_925,h_1233,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/18b333_928dfb63198a403bb781411c7418ea3d~mv2.jpg)
To był czas, kiedy zapragnęłam zamieszkać z moon jarem. Wtedy myślałam o tym w kategoriach „posiadania”, ale dziś – szczególnie po kilku podróżach do Korei i przebywaniu z koreańską ceramiką we wspólnej przestrzeni – rozumiem, co Kim Whanki miał na myśli, pisząc o moon jarze jako o drugiej osobie. Chciałam stworzyć kolekcję, a udało mi się coś więcej – nawiązać relację.

Chociaż moon jar jest okrągłym ceramicznym naczyniem, to właśnie jego nieidealny kształt przykuwa uwagę. Na kole garncarskim toczy się dwie części, które później są ze sobą łączone, a po wypale miejsce scalenia zwykle jest widoczne. Można je wyczuć pod palcami. Moment, gdy dwie półkule zaczynają tworzyć jedność, jest znaczący dla artysty. Świadczy nie tylko o jego umiejętnościach, ale także przypomina o symbolizmie kulturowym. Dla mnie ma to wymiar spotkania – dwie idealnie równe części godzą się na to, aby stać się czymś nowym, nie do końca perfekcyjnym. Jednak właśnie ta granica, która paradoksalnie je dzieli, jest nierozerwalnym splotem, przypieczętowaniem losu.
Tak, to może brzmieć nieco patetycznie. I wiele osób może się ze mną nie zgodzić i widzieć w moon jarze wyłącznie słój, dzban lub urnę w dziwnym odcieniu bieli. Ja też nie sądziłam, że kiedykolwiek jakakolwiek ceramika będzie wzbudzać we mnie ogromne emocje. Dopóki nie weszłam na trzecie piętro Muzeum Narodowego Korei w Seulu. W dzienniku z 12 września 2023 roku zapisałam: „Myślałam, że to widokiem rzeki Han się wzruszę, ale przeżycie estetyczne spłynęło na mnie po 3 godzinach wędrówki. W końcu dotarłam do celu. Niczym święty Graal na ostatnim odcinku On – moon jar. Nie ma – przynajmniej dla mnie – piękniejszego ceramicznego stworzenia. Nie mogę opisać tego spotkania inaczej, niż błogosławieństwem. I choćbym miała zedrzeć podeszwy na rozgrzanej płycie Seulu, wrócę tu”.
Kiedy zobaczyłam ten wielki, biały moon jar pochodzący z ery Joseon, dosłownie czułam, że spadło na mnie błogosławieństwo. I choć to, w jaki sposób o tym spotkaniu piszę, nosi znamiona dramatyzmu, nie mija się z prawdą. Tak jakby przeżycie estetyczne, o którym pisał Roman Ingarden, dotknęło mnie fizycznie, całkowicie wpłynęło na moją percepcję. W tamtym momencie byliśmy tylko ja i On, a w tle księżyc i zmieniające się pory roku. Nie wiem, ile razy w ciągu moich podróży go odwiedziłam, ale prawdopodobnie sześć: aby się przywitać oraz pożegnać. Te symboliczne wizyty, podczas których omijam wszystkie ekspozycje tylko po to, by przez kilka minut siedzieć na kamiennym taborecie przed przeszkloną gablotą skrywającą najdoskonalszy moon jar, jaki w życiu widziałam – były niczym głęboki oddech w rześki jesienny poranek. Umysł całkowicie się oczyszcza i pozwala na bezbronne obcowanie z bytem poza moim zasięgiem. Niektórzy mogliby to porównać do modlitwy, ja zaś myślę o tym jako o rozmowie – bez słów, opartej na skupionej obserwacji i oddechu. Możliwe, że to jedno i to samo.
Chociaż w wielu miejscach można doświadczyć widoku pięknych moon jarów, np. w Leeum Museum w Seulu, to dla mnie nasze spotkania są formą obietnicy.


Baekja daeho (백자대호), czyli wielkie białe naczynie. Ceramikę tę wytwarzano z białej glinki kaolinowej w czasach dynastii Joseon, a jej popularność przypadła na okres od późnego XVII wieku do wczesnego XIX wieku. Chociaż nie określono ich dokładnej funkcji, prawdopodobnie używane były do przechowywania żywności, np. ziarna czy płynów. Większość ceramicznych wyrobów późnego okresu Joseon miała pragmatyczne zastosowanie, a ze względu na wypalanie w zredukowanej atmosferze (ograniczenie dostępu tlenu) biały odcień czasami się od siebie różnił (mleczny, śnieżnobiały, jadeitowy czy lekko szarawy)[1].
Obecne imię zyskał zarówno dzięki swojemu kształtowi, jak i zapiskom Kim Whankiego (1913–1974) – wybitnego malarza, pioniera koreańskiej awangardy i abstrakcjonizmu. Pisał o nich, malował je, mieszkał z nimi – dla niego moon jar nie był zwykłym naczyniem, był drugim człowiekiem. Zachwycał się ich naturalnym, zwyczajnym kształtem, odcieniem bieli, który nigdy nie jest taki sam. W jego wierszu „Joseon Jar”[2] czytamy:
„Okrągłe naczynie na horyzoncie.
Wydaje się unosić, jak gdyby podstawa była zbyt niska.
Okrągłe niebo i okrągły słój,
niebieskie niebo i biały słój,
z pewnością stanowią parę.
Niczym jajko zniesione przez kurę,
To naczynie wzniesione jest przez ludzkie dłonie”.
I dalej, w zapisku „Untitled I” pisze: „Termin zwyczajny zdaje się dobrze rezonować ze słowem naturalny. To, co całkowicie zwyczajne, jest całkowicie naturalne. W tej naturalności porcelana okresu Joseon nie została stworzona przez człowieka, lecz zrodziła się z Matki Natury, niczym jajko złożone przez kurę”.

Im bardziej wczytuję się w jego zapiski, tym bardziej zaczynam rozumieć więź, która między nami się wywiązała – między Obserwatorką a Artystą. Kiedy patrzę na jego obrazy, mam wrażenie, że czuję emocje, które towarzyszyły mu przy tworzeniu. A jego czułe słowa skierowane ku moon jarom pokrywają się z moją refleksją na ich temat. „W moich oczach, w koreańskich słojach nie ma wad. Okrągły kształt nie zawsze jest taki sam. Odcienie bieli się od siebie różnią. Jak to możliwe, że zwyczajnie okrągły kształt i czysta biel emanują tak złożonym, nieuchwytnym i enigmatycznym pięknem? Spokojna koreańska porcelana ma w sobie szybkość i ruch. Chłodna ceramika, której skóra jest delikatnie ciepła. Najwyższa jakość estetyczna. Wcale nie przesadzam! Koreańskie słoje otworzyły moje oczy na piękno. Dla mnie, białe okrągłe porcelanowe słoje – tak wielkie, że można je objąć oburącz – stanowią awangardę”.
Nie mogę się z nim nie zgodzić. Lecz dopóki nie zobaczy się ich na żywo, nie stanie twarzą w twarz z tym obezwładniającym pięknem, trudno to sobie wyobrazić. Bycie z nimi, mieszkanie wśród nich, to pewien rodzaj koegzystencji, ale również obsesji. Obsesji, która nikogo nie rani, tylko gdzieś w środku lekko się gotuje, podtrzymuje żar, ciepło wypełniające ciało za każdym razem, gdy dotknie się gładkiej powierzchni. A gdy przyłoży się do niej ucho, to jakby było słychać lekki szum tamtych lat. W rzeczywistości słyszy się bicie własnego serca – w harmonii i rytmie narzuconym przez księżycowe naczynie.

Swój pierwszy moon jar kupiłam w Eden Pottery w Seulu, podczas podróży w 2023 roku. Wtedy poznałam panią Kim Mison, która prowadzi przepiękny sklep, a raczej dom dla ceramiki, w sercu Itaewon. Przy pożegnaniu obiecałam jej, że coś jej wyślę. Minęło kilka miesięcy i w końcu udało mi się skompletować paczkę – pełną polskich słodyczy, które skrupulatnie opisałam po koreańsku. W sercu znajdował się kubek z zakładów w Bolesławcu. Potem przyszła paczka z Seulu z wielkim moon jarem pokrytym celadonem i kwiatowym wzorem. I tak zaczęła się nasza relacja, która trwa do dziś. Uwielbiam siedzieć na drewnianej ławce w Eden Pottery i rozmawiać z panią Mison, popijając kremowy herbaciany napój z saszetki, w otoczeniu moon jarów i innych cudownych stworzeń. A potem razem z jej mężem iść na kolację do ukrytej restauracji z najsmaczniejszym jedzeniem.

Dzięki moon jarowi nawiązałam relacje – nie mogę być bardziej wdzięczna.

[1] Zob. Jaeyeol Kim, „Handbook of Korean art. White Porcelain and Punch'ŏng Ware”, tłum. na język angielski: Moonjung Choi, Yekyong Publishing Co., Korea Południowa, 2002, 2024.
[2] Wszystkie późniejsze cytaty pochodzą z: Kim Whanki, „Verse to Accompany Paintings”, tłum. na język angielski: Shon Sei-hee, Whanki Foundation/ Whanki Museum, Korea Południowa, 2017, 2021.





















Komentarze